Tekst ukazał się pierwotnie w serwisie tygodnika "Polityka"

Sobotnia kontrmiesięcznica smoleńska skończyła się dla mnie niespodziewanie szybko: byłam jedną z pierwszych Obywateli RP wyniesionych przez policję.

Staliśmy – na oko kilkaset osób – przy placu Zamkowym, czekając, aż dotrze tam z mszy w archikatedrze św. Jana smoleńska procesja. Dalej policja nie puszczała.

Inni Obywatele RP – z białymi różami w rękach – i kobiety z "czarnego protestu" – na czarno, z czarnymi parasolkami z białą różą – przechadzali się wzdłuż szpaleru policjantów odgradzających jezdnią Krakowskiego Przedmieścia, którą miała przejść smoleńska procesja.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej