Marek Mamoń: Czy wybór Polski do Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych to wielki sukces?

Prof. Roman Kuźniar: Zacznijmy od tego, że Polska może zdziałać tam tylko to, co wchodzi w zakres kompetencji Rady Bezpieczeństwa, które są definiowane przez Kartę Narodów Zjednoczonych. Z drugiej strony ma reprezentować interesy niemal dwustu państw członkowskich Organizacji. Pole manewru jest ograniczone, a myślenie o jakiejś jeździe solowej – wykluczone.

Dziś do Rady Bezpieczeństwa nie idzie się, by realizować partykularne interesy, tylko po to, by stać na straży bezpieczeństwa i pokoju, działać w imieniu społeczności międzynarodowej. To odpowiedzialność i obowiązek, a nie okazja, żeby się pokazać. Chciałbym, byśmy uniknęli iluzji co do tego, czym jest Rada i co mogą jej członkowie. Tam nikt nie idzie, by coś z tego mieć. Odwrotnie - idziemy po to, żeby społeczność międzynarodowa z nas miała pożytek, bo ona nas tam wybrała.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej