To spór precedensowy – nigdy wcześniej wobec żadnego państwa Unii Europejskiej nie wszczęto procedury monitorowania praworządności. Komisja Europejska zdecydowała się na to w związku z zamachem PiS na Trybunał Konstytucyjny. Procedurę rozpoczęto w styczniu ubiegłego roku. W czerwcu Komisja Europejska wydała krytyczną wobec Polski opinię, a pod koniec lipca rekomendacje: mamy opublikować wszystkie wyroki Trybunału i zastosować się do nich. W październiku rząd odpowiedział, że zalecenia Komisji są bezzasadne.

Komisja Europejska nałoży sankcje? Mało prawdopodobne

Trwa właśnie drugi etap procedury. Trzeci – ostatni – zakłada nałożenie sankcji na kraj członkowski UE. Art. 7 unijnego traktatu – na podstawie którego moglibyśmy zostać nawet pozbawieni prawa głosu w Radzie Europejskiej – traktowano do tej pory jako straszak. Jego zastosowanie wymaga jednomyślności wszystkich państw UE.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej