Ośrodek dla cudzoziemców w Lininie działa od 2004 r. Żyje tam ok. 160 osób, głównie Czeczenów starających się w Polsce o status uchodźcy. Mieszkańcy gminy chcą zamknięcia ośrodka. Tłumaczą, że Czeczeni są hałaśliwi, wystają pod ich garażami, piją piwo i przesiadują w autach. Na pytanie, czy Polacy też tego nie robią, mieszkanka Linina ripostuje – Robią, ale po Czeczenach nie wiadomo czego się spodziewać.

– Rozumiem, że trzeba pomóc, ale powinni być jakoś odizolowani. Zamknięte osiedle, na odludziu. Niech sobie tam żyją, płodzą te dzieci, za które dostają pieniądze – proponuje 30-latka.

W ostatnich dwóch latach policja odnotowała tylko dwa zdarzenia z udziałem Czeczenów, ale wśród mieszkańców krążą opowieści o kradzieżach, pobiciach, a nawet zabójstwie.

Walka na szkolnym korytarzu

5 kwietnia w szkolnym autobusie wiozącym dzieci z Linina do szkoły w Coniewie doszło do kłótni pomiędzy szóstoklasistami polskim i czeczeńskim. W szkole umówili się „na solówę”. Według pracownika szkoły (nie chce podać nazwiska) ochroniarz, rozdzielając uczniów, pociągnął czeczeńskiego chłopca za ubranie tak, że został mu ślad na szyi. Chłopak zadzwonił do matki. Przyjechała z dwoma mężczyznami. Według świadków chcieli rozmawiać z ochroniarzem, ale ten zamknął się w swoim kantorku. Kiedy znów weszli do szkoły, na ich drodze stanął nauczyciel. Jeden z Czeczenów próbował go uderzyć. Nauczycielowi spadły okulary.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej