Agnieszka Leończuk przychodzi na wszystkie manifestacje przeciwko reformie edukacji. Zawsze ma ze sobą bęben z napisem: "wściekła matka". – Tak, to o mnie – mówi. – Jestem wściekła, bo rządzący nie chcą nas słuchać, choć to obiecywali. Bo bardziej niż dzieci interesuje ich polityka. Nie wierzę, że ta reforma może się dobrze skończyć. Już sam fakt, że w 2019 r. do szkół średnich pójdzie podwójny rocznik – ostatnich gimnazjalistów i pierwszych absolwentów ośmioletniej podstawówki – powinien dyskwalifikować Annę Zalewską jako ministra.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej