– Mam odwagę zadać elitom politycznym pytanie: Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan, w przeciwnym razie będziesz codziennie opłakiwać swoje dzieci – mówiła w Sejmie premier Beata Szydło. Podniesionym głosem oświadczyła: – Nie będziemy uczestniczyli w szaleństwie brukselskich elit.

Premier wystąpiła w debacie na temat wotum nieufności wobec ministra obrony Antoniego Macierewicza, ale tylko część przemówienia poświęciła sytuacji w polskiej armii. Głównie odniosła się do poniedziałkowego zamachu w Manchesterze, w którym zginęły 22 osoby (w tym dwoje Polaków). To nie była jej pierwsza próba wykorzystania zamachu do antyimigranckich wystąpień. W marcu po ataku w Londynie Szydło tłumaczyła, że nie da się oddzielić sprawy imigracji od terrorystów, i uzasadniała tym sprzeciw Polski wobec przyjmowania uchodźców. Sugerowała, że Europa jest sama sobie winna przez „politykę multikulturalizmu”. Jej słowa wówczas ostro skrytykowano. „Uwagi pani Szydło próbujące łączyć zbrodnię terrorysty w Westminsterze z polityką imigracyjną UE były skrajne, niewłaściwe i przypuszczalnie miały na celu zaspokojenie wewnętrznego apetytu politycznego” – pisał w „Rzeczpospolitej” Denis MacShane, były brytyjski minister ds. europejskich.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej