Wnuk Anny Walentynowicz wszedł do polityki na fali popularności nazwiska jego babci, słynnej działaczki „Solidarności” ze Stoczni Gdańskiej. Jako radny Gdańska wybrany z listy PiS jeździł dacią logan na taksówce (kupił ją dzięki pomocy finansowej swojej babci). Nie wiadomo dokładnie, jak mu się wiodło, ponieważ w oświadczeniu majątkowym wykazywał tylko dochody z diety radnego, ale wygląda na to, że przewóz osób przynosił niewielkie profity. Nie posiadał oszczędności, a do spłaty miał 27 tys. zł zobowiązań.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej