MICHAŁ WILGOCKI: W 2015 r. na szczycie w Brukseli rząd Ewy Kopacz zobowiązał się do przyjęcia 6,2 tys. uchodźców w ramach relokacji. Dziś Grzegorz Schetyna mówi, że to porozumienie nie dotyczy Polski. Mówi prawdę?

ADAM BALCER: Nie. Formalnie Komisja Europejska oczekuje od nas wypełnienia zobowiązań. Program cały czas działa, choć pewnie nie aż tak dobrze, jak chciałyby Włochy i Grecja, czyli państwa, których najbardziej dotyczy. Trzeba to podkreślić, bo ten program zakłada relokacje z obozów w obu tych krajach, podczas gdy w Polsce mówi się, że temat relokacji uchodźców dotyczy Niemiec, które przyjęły ich za dużo i rzekomo chcą się ich pozbyć. To nieprawda.

Polska i Węgry to dwa kraje UE, które w żaden sposób nie biorą udziału w tym programie. Do niedawna była z niego wyłączona również Szwecja, która przyjęła proporcjonalnie najwięcej uchodźców w kryzysie z 2015 roku. Jednak wróciła do niego na własne życzenie. Z powodu przyjęcia licznych uchodźców z programu relokacji wycofała się jednostronnie Austria, ale niedawno do niego dołączyła. Niedługo kraje Unii przyjmą 15 proc. z założonej liczby 160 tys. osób. Liczba relokowanych osób zdecydowanie wzrosła w ostatnich miesiącach.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej