W czwartek posłowie dyskutowali nad nowelizacją ustawy o ochronie przyrody, przez miejskich aktywistów nazywaną „lex Szyszko”. Za poprawkami opowiedzieli się posłowie z ław Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Teraz nowelizacja trafi na biurko prezydenta Andrzeja Dudy. Ekolodzy apelują, by podpisał ją jak najszybciej.

Obecny kształt "lex Szyszko" to efekt nacisku miejskich aktywistów i senatorów Platformy Obywatelskiej, którzy apelowali o poprawki. Wcześniej bowiem posłowie, pracując nad nowelizacją w komisjach, wyrwali nowelizacji "zęby", proponując zapisy, które nie dałyby wystarczającej kontroli nad wycinkami. Przed parlamentem happening urządzili też ekolodzy, wysypując trociny.

Co udało się wywalczyć? Wrócił obowiązek zgłaszania wycinki drzew na prywatnej działce. Choć już o pozwolenie na wycinkę będzie trzeba ubiegać się, dopiero kiedy drzewa będą odpowiednio dużych rozmiarów. A konkretnie, kiedy obwód pnia przekroczy: 80 cm (topoli, wierzb, klonu jesionolistnego oraz klonu srebrzystego), 65 cm (kasztanowca zwyczajnego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego) i 50 cm (w przypadku pozostałych gatunków). Pnie drzew będą mierzone na wysokości 5 cm (a nie jak wcześniej proponowali posłowie - 130 cm). Senatorowie wydłużyli też czas, jaki urzędnicy będą mieli na oględziny działki, na której planowana jest wycinka - z 14 do 21 dni.

Głosowanie z ulgą przyjął m.in. Jan Mencwel, aktywista z Miasto Jest Nasze. "Jeszcze podpis prezydenta Andrzeja Dudy i sytuacja przynajmniej częściowo uratowana" - napisał na Twitterze.

Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej