Sprawa zachowania Antoniego Macierewicza po katastrofie smoleńskiej wraca co jakiś czas jako jeden z zarzutów pod adresem „głównego śledczego PiS”. Wróciła i teraz, kiedy podkomisja powołana przez Macierewicza w MON obwieściła, że na pokładzie tupolewa mogła eksplodować bomba termobaryczna.

W dniu katastrofy Macierewicz pojechał do Smoleńska specjalnym pociągiem, którym podróżowali dziennikarze, Rodziny Katyńskie i część polityków. Informacja, że samolot się rozbił, zastała go na cmentarzu w Katyniu, 28 km od Smoleńska. Nie pojechał tam, lecz szybko wrócił pociągiem do Polski.

Do dziś Macierewicz (podobnie jak członkowie jego komisji) nie był w Smoleńsku i nie widział na własne oczy wraku tupolewa.

Zobacz: Teoria podkomisji smoleńskiej

Klich o Macierewiczu: „Tchórzliwie uciekł”

Po raz pierwszy ucieczkę ze Smoleńska zarzucił Macierewiczowi ówczesny szef MON Bogdan Klich w styczniu 2011 r. – Nie było w dziejach państwa polskiego takiego fałszu, zaprzaństwa, współdziałania przeciwko własnemu narodowi – mówił w Sejmie Macierewicz o zachowaniu Klicha po katastrofie. Klich nie wytrzymał: – Trzeba zadać sobie pytanie, czy ma rację pan Macierewicz, czy rację ma rząd. Kto ma odwagę tak naprawdę. Czy pan premier z ministrami, który stanął twarzą w twarz tam, w Smoleńsku, na lotnisku Siewiernyj, w obliczu tej katastrofy, czy też pan Macierewicz, który tchórzliwie uciekł z Katynia?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej