Wybuch bomby termobarycznej w kabinie prezydenckiego tupolewa to kulminacyjny punkt filmowej prezentacji, którą w siódmą rocznicę katastrofy pokazała komisja powołana w MON do wyjaśnienia wydarzeń w Smoleńsku. Według źródeł „Wyborczej” twórcą tej teorii jest mjr Robert T. To były oficer BOR, który jeszcze przed wyborami doradzał smoleńskiemu zespołowi Antoniego Macierewicza. Dziś nie może być eksponowany jako ekspert. Musiał odejść ze służby, bo ma prokuratorskie zarzuty w aferze dotyczącej zabezpieczenia pirotechnicznego dworców PKP.

Katastrofa smoleńska. „Buda na polu, to nie kabina”

Eksplozja następuje w 38. min filmu (trwa 42 min). Miała zniszczyć kabinę i zabić pasażerów. Podobne eksplozje komisja zidentyfikowała „na centropłacie i skrzydłach”. Film pokazuje eksperyment na poligonie. Komisja twierdzi, że odwzorowała kabinę pasażerską tupolewa. Do aluminiowej konstrukcji w kształcie półwalca (w środku ma elementy przypominające wewnętrzne wręgi, ale okna kabiny widoczne na zdjęciu są ślepe) wsadzono rząd foteli lotniczych, materiał mający takie właściwości jak tkanka ludzka oraz bombę (to prawdopodobnie szara skrzynka o bokach długości ok. 1 m). Potem następuje wybuch. Ładunek termobaryczny (czyli chmura substancji węglowodorowej) nie zostawia takich śladów jak klasyczny materiał wybuchowy. Dlatego komisja tym właśnie rodzajem bomby użytej w tupolewie wyjaśnia brak śladów wybuchu na ciałach i wraku samolotu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej