Uchodźczym szlakiem – przez Niemcy, Czechy, Austrię, Serbię, Macedonię i Grecję – zamierzali w ciągu trzech miesięcy dotrzeć do turecko-syryjskiej granicy. Już wiedzą, że nie będą tam wcześniej niż w wakacje.

– Do tej pory przeszliśmy prawie 1,5 tys. km – mówi Anna Alboth, mieszkająca w Berlinie polska podróżniczka i blogerka, pomysłodawczyni cywilnego marszu do Aleppo. Drugie tyle wciąż przed nimi. 24 marca byli w Sarajewie, stolicy Bośni i Hercegowiny. 1 kwietnia chcieli przekroczyć granicę z Serbią.

Wielkanoc w drodze do Aleppo

W Berlinie maszerowało z nimi ok. 2,8 tys. osób 27 narodowości. Teraz jest różnie – jednego dnia jest ich 20, drugiego 200. Obecnie – 25. Większość to Polacy, którzy idą w marszu od początku. Ale są też Niemcy, Francuzi, Austriacy, Włosi, Szwajcarzy, a nawet jeden Brazylijczyk. Polacy potrafią przyjechać na weekend, a po tygodniu wrócić z wielkim plecakiem na stałe. Nocują w szkołach, kościołach albo klasztorach. W marszu do Aleppo chcą spędzić Wielkanoc, majówkę, a niektórzy wakacje z rodziną.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej