Sfinansowane przez państwo e-podręczniki działały od jesieni 2015 r. Powstały w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym (PCSS), działającym przy Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN. PCSS wybrano w konkursie jeszcze za rządu PO-PSL.

Jego specjaliści zbierali treści do e-książek m.in. od Politechniki Łódzkiej, Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu oraz wydawnictwa Grupa Edukacyjna. Powstało ich kilkadziesiąt, do wszystkich przedmiotów, od podstawówki do klas maturalnych.

To największe takie przedsięwzięcie w Europie. Koszt? Ok. 50 mln zł. Do tej pory zarejestrowano już ponad 70 mln wejść na platformę. Część nauczycieli całą swoją pracę opiera na e-podręcznikach. I to oni mają teraz problem, bo dostępu do książek od ponad dwóch tygodni nie ma.

Zaczęło się 24 lutego, gdy opublikowano komunikat o możliwych „problemach technicznych”. 1 marca poinformowano, że projekt ma „przerwę techniczną” i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej