Pierwsze spółdzielnie socjalne powstały dekadę temu. Są alternatywą dla otwartego rynku pracy, dla osób, które mają trudności ze znalezieniem zatrudnienia: niepełnosprawnych, bezdomnych, uzależnionych (po terapii), byłych więźniów, uchodźców. Zgodnie z prawem osoby zagrożone wykluczeniem muszą stanowić przynajmniej połowę członków spółdzielni. Zakładający ją mogą się starać o wsparcie z Funduszu Pracy i funduszy UE.

W Polsce działa ok. 1,5 tys. spółdzielni socjalnych. Zaproponowane przez rząd zmiany mają sprawić, że będzie ich więcej. – Mamy dobrą dynamikę rozwoju, jednak daleko nam do liderów – Włoch, Wielkiej Brytanii czy Francji. Tam zatrudnienie w sektorze ekonomii społecznej stanowi 10 proc. wszystkich zatrudnionych. W Polsce – ok. 1 proc. – mówi Przemysław Piechocki ze Stowarzyszenia na rzecz Spółdzielni Socjalnych.

W 2014 r. wprowadzono Krajowy Program Rozwoju Ekonomii Społecznej. Cel: do 2020 r. utworzyć 35 tys. nowych miejsc pracy. – By to się udało, potrzebujemy zmiany przepisów – mówi Piechocki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej