Teresa Wargocka była posłanką w latach 2007-11, a następnie radną mazowieckiego sejmiku. W MEN została zatrudniona tuż po przejęciu resortu przez Annę Zalewską.

Zalewska wielokrotnie chwaliła ją za wiedzę z zakresu szkolnictwa zawodowego. Minister zdarzało się mówić, że „nikt tyle nie wie co Wargocka”. Jednak w ostatnich tygodniach ta część reformy edukacji – zamiana szkół zawodowych w branżowe i wydłużenie techników – znalazła się w ogniu krytyki. Dyrektorzy szkół zgłaszali, że nie zdążą się przygotować do zmiany, że na początku nie zmieni się nic poza tabliczkami z nazwami szkół. Była minister edukacji w rządzie PO-PSL Krystyna Szumilas punktowała, że pośpieszna reforma kształcenia skutkuje tym, że młodzież, która we wrześniu pójdzie do technikum – jeszcze czteroletniego – już będzie musiała przerobić program przewidziany na pięć lat.

W kwietniu zeszłego roku było głośno o Wargockiej. Powiedziała, że podoba jej się pomysł, by w szkołach ogólnodostępnych tworzyć odrębne klasy dla dzieci z niepełnosprawnościami. Integracja miałaby się wtedy odbywać nie na lekcjach, ale na przerwach i w świetlicach. Później tłumaczyła się, że to pomysł rodziców, a nie jej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej