Ludmiła Anannikova: Weźmie pani udział w Strajku Kobiet 8 marca?

Krystyna Kacpura: Oczywiście! Będę miała wystąpienie otwierające demonstrację o godz. 17 na pl. Konstytucji w Warszawie. W czasach, gdy politycy różnych krajów zwracają się ku fundamentalizmowi, próbują wtłoczyć kobiety z powrotem w okowy patriarchatu, walka o nasze prawa jest niezwykle ważna. Trend, by walczyć z kobietami, pojawił się nie tylko w Polsce, za to u nas jest bardzo widoczny. Dlaczego? Nie wiem, dziwię się. Przecież jesteśmy krajem w centrum Europy, wielu naszych obywateli jest świetnie wykształconych, a kobiety zajmują wysokie stanowiska.

"Solidarne 8 marca". O Międzynarodowym Strajku Kobiet opowiadają organizatorki protestu z różnych miast Polski

 

Może problem w tym, że te kobiety niewiele robią dla innych kobiet?

– Zawsze mnie dziwiło, dlaczego kobiety stojące na czele państwa zapominają o tym, że są kobietami, zachowują się, jakby nie rozumiały znaczenia równouprawnienia. Tym bardziej że – jak mniemam – prywatnie mają takie same poglądy jak większość z nas. Być może kobiety u władzy czują, że muszą dorównać mężczyznom albo być nawet lepsze od nich, by zasłużyć na stanowisko. Dlatego nie solidaryzują się z innymi kobietami. Po prostu uważają, że ich utrzymanie się przy władzy zależy od mężczyzn. To hipokryzja, która jest w Polsce wszechobecna. Znam kobiety, które przerwały ciążę, używają antykoncepcji i jednocześnie są przeciwniczkami walki o równe prawa. Przez ostatnie dwadzieścia kilka lat w Polsce wytworzyła się zasada, że przemoc wobec kobiet, aborcja, seks powinny być ukryte, schowane w czterech ścianach. Zwłaszcza seks jest solą w oku władz świeckich i kościelnych, choć przecież jest wszechobecny, wszyscy go uprawiają. Powstaje pytanie, dlaczego w ten sposób traktuje się tak ważną dziedzinę życia?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej