Dla niektórych od początku wszystko było jasne. Minister Mariusz Błaszczak już trzy dni po wypadku zapewniał, że sprawcą jest 21-letni kierowca seicento: - To młody człowiek i niedawno zrobił prawo jazdy - mówił. Nie to, co kierowca BOR-u „wyszkolony i doskonale obeznany z samochodem”, który „jechał z przepisową prędkością, jak cała kolumna”. Ta zaś była „prawidłowo oznakowana” i „jechała tak, aby móc korzystać z praw pojazdów uprzywilejowanych" - powtarzał szef MSWiA na antenie Radia ZET.

Według tej wersji rządowa kolumna nie musiała przejmować się przepisami. Warunek? Wszystkie auta powinny mieć włączoną syrenę. Pierwsze i trzecie także migające światła czerwono-niebieskie, a środkowe – niebieskie. Czy obie sygnalizacje – świetlna i dźwiękowa – były włączone?

- Wszystko na to wskazuje – zapewniał Błaszczak. – Są zeznania świadków złożone pod rygorem odpowiedzialności karnej.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej