Bomba domowej roboty eksplodowała w recepcji komisariatu Kłodawie w Wielkopolsce w środę późnym wieczorem. Służbę w budynku pełniło pięciu policjantów – nie ucierpieli, bo na szczęście byli w innych pomieszczeniach. Według policyjnych ekspertów gdyby w recepcji ktoś był, mógłby zginąć lub poważnie ucierpieć. To miejsce, w którym oficer dyżurny przyjmuje interesantów, recepcja służy też za poczekalnię. Wybuch uszkodził m.in. ściany, drzwi i okna (policja nie oszacowała jeszcze strat).

Ładunek wybuchowy był w gaśnicy

Dotarliśmy do pierwszych ustaleń śledztwa. Ładunek wybuchowy (pirotechnicy ustalają, jaki dokładnie) i gwoździe umieszczone były w gaśnicy, zaś samą gaśnicę sprawca umieścił w szybie wentylacyjnym. Dostał się do niego prawdopodobnie poza budynkiem komisariatu – przez kratkę wentylacyjną. Śledztwo przejął wielkopolski wydział do spraw przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej. Na miejscu pracują policyjni specjaliści z komendy wojewódzkiej w Poznaniu oraz Centralnego Biura Śledczego Policji. Sprawa traktowana jest poważnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej