Według informacji „Wyborczej” już na poniedziałkowym zamkniętym spotkaniu z niemieckimi dziennikarzami premier Beata Szydło oświadczyła, że Polska nie będzie się przeciwstawiać powstaniu tzw. Europy dwóch prędkości. To poważna zmiana w polskiej polityce zagranicznej.

„Europa dwóch prędkości” to koncepcja, o której dużo mówiło się już w poprzedniej dekadzie. Polega na tym, że część państw tworzy „jądro” Unii Europejskiej i zacieśnia integrację, np. w polityce gospodarczej, budżetowej, a nawet zagranicznej.

Państwa, które nie chcą się przyłączyć do tego jądra, funkcjonują na dotychczasowych zasadach, ale jednocześnie sytuują się na peryferiach UE.

Europa według Merkel

Merkel wraca do tej idei. To jej lekarstwo na obecny – najpoważniejszy w historii – kryzys Unii spowodowany m.in. przybyciem do Europy uchodźców i przegranym referendum w sprawie Brexitu. Po zeszłotygodniowym europejskim szczycie na Malcie kanclerz Niemiec powiedziała jasno, iż „historia pokazała, że Unia z różnymi prędkościami jest możliwa”. Berlin uważa, że Unię trzeba wzmocnić, a skoro nie da się zebrać na pokładzie wszystkich członków, to część trzeba zostawić na brzegu. Ze słów premier Szydło wynika, że Polska będzie wśród nich. Podczas wczorajszej wizyty w Warszawie Merkel chciała się co do tego upewnić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej