Ewa Karendys: Zaskoczyła pana odpowiedź MSWiA na apel o sprowadzenie do Sopotu osieroconych dzieci z Aleppo?

Jacek Karnowski: Zaskoczyła mnie bezduszność tego pisma. Nie rozumiem obaw o przyjmowanie uchodźców, ale da się je jeszcze jakoś „wytłumaczyć”. Ale tu mówimy o dzieciach.

Wspomniano o zagrożeniach, które „mogłyby mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo Polaków”.

– Trudno to nawet skomentować. Upatrywanie zagrożenia terrorystycznego w związku z tym, że do Sopotu przyjadą dzieci, to paranoja.

Resort wylicza, że kłopotem byłoby również określenie tożsamości dzieci, wyrobienie dokumentów.

– Rzeczywiście. Wojna to rzecz kłopotliwa. Tak jak powódź czy inne klęski żywiołowe. Sprowadzenie dzieci z Aleppo to duża operacja, wiemy, że będzie wiele problemów. Jeśli chce się komuś pomóc, to można to robić z sercem albo uznać za kłopot.

Jaką konkretnie pomoc mogłyby otrzymać dzieci z Aleppo w Sopocie?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej