W sylwestra 21-letni Daniel z kolegą przyszli do baru Prince Kebab. Prokuratura opisuje, że najpierw doszło do „sytuacji zaczepnej” (wciąż bada szczegóły), a potem Daniel zabrał dwie butelki napojów i wyszedł z lokalu bez płacenia. Wybiegli za nim Tunezyjczyk (kucharz) i Algierczyk (właściciel baru). Doszło do szamotaniny, Tunezyjczyk ranił Daniela nożem. Mężczyzna z trzema ranami zmarł na miejscu.

Prokuratura zakłada, że obcokrajowcy wrócili do baru, a drugi z Polaków rzucił w jego stronę petardą. Początkowo media informowały, że to od wrzucenia petardy rozpoczęła się awantura, ale prokuratura nie potwierdziła tej wersji. Poinformowała za to, że obaj Polacy byli wcześniej karani, m.in. za groźby i rozboje.

W Ełku po zabójstwie wybuchły zamieszki

Kiedy wieść o śmierci młodego mężczyzny się rozniosła, w noworoczny wieczór przed bar przyszło ponad sto osób. Niektórzy zapalili znicze, inni skandowali antyimigranckie hasła i rzucali kamieniami w policję i okna baru. Policja użyła gazu pieprzowego. Zatrzymała też najbardziej krewkich – w sumie 28 osób, wśród których, poza uczestnikami rozróby, było czterech obcokrajowców, w tym kucharz i właściciel lokalu. 

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej