Wolność zgromadzeń to jedno z fundamentalnych praw konstytucyjnych i w ogóle praw człowieka. Tak samo ważne jak wolność słowa czy wolność mediów. Bez tego trudno sobie wyobrazić demokrację.

Ograniczanie prawa do zgromadzeń to kneblowanie ust obywatelom. Zmiany szykowane przez rząd są nie do zaakceptowania. Do tej pory to samorządom, czyli władzy wybieranej przez obywateli, zgłaszało się demonstracje. Teraz zgodę na to będzie wydawał wojewoda, czyli władza rządowa. Równie skandaliczny jest zapis mówiący o odległości 100 m między kontrdemonstracjami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej