Jak Platforma Obywatelska przegrała z podsłuchami? Analiza Wojciecha Czuchnowskiego

Jeśli oprzeć się na ustaleniach potwierdzonych podczas procesu Falenty (trwał rok), afera podsłuchowa wyglądała tak: wiosną 2013 r. biznesmen wpadł na pomysł nagrywania rozmów w restauracjach Sowa&Przyjaciele i Amber Room. Zaczęło się od kolacji, którą jedli udziałowcy spółki Hawe. Falenta był jej współwłaścicielem. Chciał wiedzieć, czy wspólnicy nie szykują czegoś przeciw niemu. Nagrywanie zlecił kelnerowi Łukaszowi N. Dostarczył mu dyktafon i zapłacił. W sumie N. przez rok dostał od Falenty 120 tys. zł.

Pół rządu na taśmach

Falenta i N. doszli do wniosku, że warto nagrywać też inne rozmowy. Zwłaszcza, że lokal Sowa&Przyjaciele był ulubionym miejscem rządzącej PO. Falenta liczył, że informacje z nagrań będzie mógł wykorzystać w biznesie. Proceder rozwijał się. N. zaangażował do spółki Konrada Lasotę, kelnera z restauracji Amber Room należącej do Polskiej Rady Biznesu. Wsparcie techniczne zapewniał Krzysztof Rybka – informatyk, wspólnik i szwagier Falenty.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej