13-letnią Martynę, bohaterkę jednego z moich artykułów, proszę o podanie adresu e-mail.

– A nie może być Messenger? – pyta. I zaraz tłumaczy, że odkąd ma zainstalowaną w telefonie bezpłatną aplikację do przesyłania wiadomości (korzystanie z niej przypomina wymienianie SMS-ów), właściwie już nie sprawdza maila. – Korzystam z niego tylko wtedy, gdy nauczycielka chce, żebyśmy w ten sposób przesłali jakieś zadanie domowe – opowiada. – Z tego samego powodu bardzo rzadko korzystam ze stacjonarnego komputera, który w domu głównie się kurzy.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej