Jacek Harłukowicz: Jarosław Kaczyński przekonuje, że to był dobry rok dla Polski. Mówił: „Wierzymy, że to, co się dzieje, to tylko incydent na drodze do lepszej Polski”.

Władysław Frasyniuk: Po pierwsze, jego konferencja, na której wystąpił razem z panią premier, to olbrzymi sukces. To absolutna wygrana polskiego społeczeństwa. Jeszcze wczoraj rząd wyprowadzał żandarmerię wojskową i policję na ulice, zamykał Sejm i otaczał go płotem, a już w środę przed południem zaczął się z tego wszystkiego wycofywać. To także, a może przede wszystkim, dowód na to, że każda władza, a zwłaszcza władza autorytarna, może cofnąć się tylko pod naciskiem obywateli.

Przestraszyli się? Tylko kogo: protestujących czy polityków blokujących od kilku dni salę plenarną Sejmu?

– Tak, przestraszyli, i to bardzo. Tego tłumu zwykłych ludzi i ich spontanicznego wyjścia na ulicę. Wszystkich tych, którzy w przededniu świąt rezygnowali na chwilę z zakupów i przychodzili pod Sejm, by wyrazić swoje oburzenie względem praktyk stosowanych przez Kaczyńskiego i jego ludzi. A posłowie? W parlamencie PiS może przecież wszystko. Nawet zgodzić się na ponowne głosowanie budżetu. Tylko jakie miałoby to znaczenie? Przecież przegłosowaliby go i tak.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej