Chodzi o prowizoryczne miasteczko, jakie na wjeździe do Sejmu po zajściach w nocy z piątku na sobotę rozbili Obywatele RP. Nad ranem policja dwukrotnie wezwała ich do opuszczenia tego terenu. Funkcjonariusze twierdzili, że „zgromadzenie jest nielegalne”, powoływali się na decyzję straży marszałkowskiej oraz na przepisy o ochronie osób i mienia. Protestujący wezwania zignorowali. Wówczas policja zaczęła siłą przepychać ich na drugą stronę ulicy. Część osób policjanci wyprowadzili.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej