Zaczęło się od planu marszałków Sejmu i Senatu, którzy od 1 stycznia chcą drastycznie ograniczyć dostęp dziennikarzy do parlamentu. Każdej redakcji miałyby przysługiwać jedynie dwie akredytacje umożliwiające pracę w Sejmie. Z galerii, z której obradom przysłuchują się dziś media, niemożliwe ma być rejestrowanie dźwięku i obrazu. Jeśli takie przepisy obowiązywałyby w przeszłości, telewizyjne kamery nie uchwyciłyby np. posłów nielegalnie głosujących „na dwie ręce”, czyli za nieobecnych kolegów. PiS dziennikarze mieliby pracować w budynku oddalonym od sali plenarnej. To umożliwiłoby politykom unikanie mediów i niewygodnych pytań.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej