Dziś wieczorem Sejm głosuje nad rządowym projektem ustawy o prawie oświatowym. Jedna z poprawek dotyczyła zawartego w ustawie słowniczka. Opozycja chciała, by odróżnić w nim autyzm od zespołu Aspergera.

– W ustawie wykluczacie państwo dzieci z zespołem Aspergera i afazją. My chcemy, żeby te dzieci, z takimi chorobami, miały możliwość ubiegania się o zajęcia wyrównujące – mówiła posłanka Kinga Gajewska z PO.

Ale posłowie PiS zamierzali poprawkę odrzucić – rekomendowały to sejmowe komisje, w których mają większość. I pewnie by się tak stało, gdyby nie coming out posła Rafała Wójcikowskiego z klubu Kukiz'15.

– Ja jestem człowiekiem z zespołem Aspergera. Mam dwoje dzieci z tym zespołem, bo to choroba genetyczna. Takie osoby mają niewiele wspólnego z autyzmem, ale mają też niewielkie możliwości, jeżeli chodzi o zachowania emocjonalne. Przez to, że nie ma tego rozróżnienia, są często mylone z osobami z autyzmem i przez to mają bardzo trudno w szkole. Ta poprawka pozwoli, żeby te dzieci miały te same prawa co dzieci z innymi dysfunkcjami – mówił poseł Wójcikowski. Swoim wyznaniem przekonał część posłów PiS i poprawka opozycji została przyjęta.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej