- Niebo nad nami płacze - próbowali żartować nauczyciele, którzy już przed godz. 11 zbierali się na warszawskim placu Piłsudskiego, by zaprotestować przeciwko planowanej przez Annę Zalewską reformie polegającej na likwidacji gimnazjów. Z każdą kolejną minutą deszcz padał coraz mocniej i robiło się zimniej.

- Jechałam tu ze Świnoujścia, spędziłam kilkanaście godzin w autokarze, żaden deszcz mnie nie zatrzyma - mówiła jedna z nauczycielek. Inna jej wtórowała: - Po czarnym proteście mówiłyśmy, żeby nie składać parasolek. To nie składamy!

W tłumie powiewały flagi i transparenty ze szkół w całym kraju, m.in. z Chodzieży, Sieradza, Opola, Wrocławia czy Nowego Tomyśla.

Dumni i solidarni. Rodzice szli z nauczycielami

Ogólnopolską manifestację pod hasłem "Nie dla chaosu w szkole" zainicjował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Tylko związkowców przyjechało do stolicy ok. 35 tys. - ZNP zarejestrowało ponad 600 autokarów i kolejne kilkaset busów. - Jest nas tu ponad 50 tys. - mówił Sławomir Broniarz do zgromadzonych. - Jesteśmy solidarni, nie chcemy złej reformy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej