- Niebo nad nami płacze - próbowali żartować nauczyciele, którzy już przed godz. 11 zbierali się na warszawskim placu Piłsudskiego, by zaprotestować przeciwko planowanej przez Annę Zalewską reformie polegającej na likwidacji gimnazjów. Z każdą kolejną minutą deszcz padał coraz mocniej i robiło się zimniej.

- Jechałam tu ze Świnoujścia, spędziłam kilkanaście godzin w autokarze, żaden deszcz mnie nie zatrzyma - mówiła jedna z nauczycielek. Inna jej wtórowała: - Po czarnym proteście mówiłyśmy, żeby nie składać parasolek.

Pozostało 87% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej