Do pobicia doszło w ubiegły piątek, gdy ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości. Jego ofiarą padło trzech członków Narodowej Wolnej Polski, w tym szef organizacji Damian Bieńko. – Jak mnie kopali, usłyszałem, że jestem jeb... prowokatorem. Akcja była ustawiona, aby mnie złapać. Pewnie dlatego, że działam w środowisku kresowym i przypominam o rzezi wołyńskiej – mówi Bieńko w rozmowie z internetową Telewizją Narodową.

NWP jest jedną z najmniejszych polskich organizacji nacjonalistycznych. Wyróżnia się sympatią dla Rosji i separatystów z Donbasu. – Ukrainę należy rozebrać, by jej terytoria wróciły do prawowitych właścicieli. Donbas do Rosji. Lwów do Polski. Zakarpacie do Węgier – mówi Bieńko w nagraniach publikowanych na YouTubie.

Członkowie NWP na Facebooku walczą z „neobanderyzmem”, jak nazywają ukraińskich nacjonalistów. Sam Bieńko w ubiegłym roku spalił flagę UPA.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej