Siorbaliśmy zupki instant w kiepskim hotelu w Bagdadzie. Piliśmy whisky, pożyczaliśmy sobie książki, gadaliśmy o babach i o dzieciach, wygłupialiśmy się przed sobą, żeby było łatwiej. A kiedy Krzysia chcieli zabić na bagdadzkiej ulicy, akurat udało mi się gdzieś go schować. Kiedy mnie chcieli zabić w Falludży, Krzyś wciągnął mnie w bezpieczne miejsce. Taki był.

Dał mi Krzysiek kilka okazji, by z nim pracować. Kilka razy w Polsce, ale głównie tam, gdzie działo się źle: Kosowo, Bośnia, Irak.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej