Rachunek wynosi 2,86 mld wonów (2,64 mln dol.), ale Pjongjang może spać spokojnie, bo nie wyda ani jednego wona. W środę Korea Południowa ogłosiła, że zapłaci za koszt pobytu 424 Koreańczyków z Północy, którzy towarzyszyli zawodnikom w czasie igrzysk zimowych. Ufunduje go czirliderkom, 140-osobowej Orkiestrze Samjiyon, jej 60 wykonawcom i 80 tancerzom, zawodnikom taekwondo, dziennikarzom i bliżej nieokreślonemu personelowi, czyli agentom bezpieczeństwa, którzy kontrolują resztę.

To jedna ze składowych ceny, którą kosztuje próba prezydenta Moon Jae ina, by obniżyć napięcie na Półwyspie Koreańskim w czasie, gdy Pjongjang testuje rakiety i broń atomową, a Waszyngton nie wyklucza prewencyjnego ataku na reżim Kima.

Ostateczny koszt wizyty zostanie podany w późniejszym terminie –...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej