Michał Kokot: Ukraina deportowała do Polski Micheila Saakaszwilego, który zapowiada, że będzie dążył do obalenia Petra Poroszenki. Czy jego działalność w naszym kraju może odbić się negatywnie na naszych wspólnych relacjach?

Kateryna Kruk: Deportacja wydarzyła się w najmniej szczęśliwym momencie, gdy Sejm przyjął ustawę o IPN antagonizującą stosunki z Ukrainą. Jeśli Saakaszwili pozostanie w Polsce, z pewnością nadal będzie prowadzić swoją kampanię wymierzoną w Ukrainę i jej władze. Powtarzać hasła o oligarchach rządzących krajem, wzmacniając narrację Kremla, z którego płynie przekaz, że państwo ukraińskie praktycznie nie istnieje, a u władzy utrzymują się kryminaliści. To nie przysłuży się wzajemnym stosunkom.

Czy Polska ma jakieś wyjście? Wygląda na to, że główną winę ponoszą władze Ukrainy. Najpierw przyjęły Saakaszwilego z otwartymi rękoma, a później, gdy zaczął być konkurentem politycznym dla obozu prezydenta Petra Poroszenki, wyrzuciły go z kraju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej