Obecny prezydent – choć w przeszłości pięciokrotnie uchylał się od służby wojskowej – lubi otaczać się wojskowymi (jest nim np. szef sztabu Białego Domu John Kelly), planuje przeprowadzenie ulicami Waszyngtonu wielkiej wojskowej parady i już w kampanii wyborczej otwarcie mówił, że nie zamierza żałować środków na modernizację armii.

Budżet z bilionem w plecy

Dziś dotrzymuje obietnic i już drugi raz proponuje plan wydatków budżetowych, który ze wszystkich państwowych instytucji najhojniejszy jest właśnie dla armii. W prezydenckim projekcie budżetu na rok 2019 Departament Obrony miałby otrzymać blisko 700 mld dol.

Projekt nie jest dokumentem wiążącym, lecz jedynie wskazówką dla Kongresu (który dysponuje środkami z kasy państwa) co do priorytetów Białego Domu. Proces ustalania budżetu jest długi i skomplikowany. Dość powiedzieć, że perturbacje z ostatecznym uchwalaniem budżetu, o których było głośno jeszcze kilka dni temu i które doprowadziły do dwóch krótkotrwałych paraliżów administracji, dotyczyły wydatków za trwający już rok fiskalny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej