– Warto czekać, warto mieć marzenia i być cierpliwym – w głosie Huli czuło się radość człowieka, który latami szedł do celu. To była jego dwunasta impreza międzynarodowa i pierwszy medal. Latami był wyśmiewany, zniechęcany do skoków, gdy mu nie szło. Równanie „Kruczek plus Hula równa się bula” – powtarzał mistrz olimpijski z Sapporo Wojciech Fortuna. Byłego trenera kadry przeprosił po igrzyskach w Soczi, Huli nigdy. 31-latek wspiął się w końcu na wymarzony szczyt, choć wydawało się, że nie jest mu już on pisany.

Szczęśliwy był też Kamil Stoch, choć on w hierarchii światowych skoków stoi na przeciwległym biegunie. W Oberstdorfie zdobył drugi medal w lotach, choć w niedzielę skakał trochę bliżej niż w zawodach indywidualnych. – Na szczęście trener Stefan Horngacher stworzył tak silną drużynę, że nie musiałem robić dziś niczego nadzwyczajnego – powiedział. – Po prostu skakać swoje, wystarczyły moje przeciętne skoki, choć starałem się dać z siebie wszystko, byłem już zmęczony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej