Odkąd reprezentację kraju – niech posłuży za punkt odniesienia, gdyż tylko tam w naszym futbolu panuje ład – zaczął uzdrawiać Adam Nawałka, czyli blisko cztery lata temu, warszawiacy zdążyli już zatrudnić sześciu trenerów reprezentujących tak różne kultury, sposoby myślenia i metody, że szefów Legii nikt nie posądzi o jakiekolwiek uprzedzenia, przeciwnie, to laboratorium szeroko otwarte na świat, zapraszające każdego chętnego eksperymentatora. Wpuścili do szatni Jana Urbana – zapamiętałego wychowawcę młodzieży, miłośnika piłki hiszpańskiej, związanego z nieprzyjaznym Górnikiem Zabrze. Wpuścili Henninga Berga – lodowatego przedstawiciela Północy, przynudzającego samym tylko spojrzeniem. Wpuścili Stanisława Czerczesowa – chropowatego w obejściu niedźwiedzia Wschodu. I Besnika Hasiego – Albańczyka...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej