Sąd Najwyższy w Bangkoku, który miał wydać w piątek wyrok w procesie Yingluck Shinawatry, czekał na nią nadaremnie i odroczył sprawę do 27 września.

Obrońca premier poinformował, że jego klientka źle się czuje, cierpi na zawroty głowy i migrenę. Sąd nie dał mu wiary, bo nie przedstawił żadnego zaświadczenia lekarskiego.

– Właśnie się dowiedziałem, że nie pokazała się [w sądzie] – powiedział stojący od 2014 r. na czele wojskowych władz Tajlandii premier Prayuth Chan-ocha. I oznajmił, że kazał wzmocnić kontrole na przejściach granicznych.

Siostra dołączyła do brata?

Była premier (rządziła w latach 2011-14) odpowiadała z wolnej stopy. Gdy się nie pojawiła w sądzie, ten skonfiskował jej kaucję w wysokości 900 tys. dol. i wydał nakaz aresztowania.

Pozostanie on przypuszczalnie na papierze, bo w godzinach południowych potwierdziło się to, o czym Bangkok huczał od rana: 50-letnia Yingluck, sądzona od lat w tasiemcowym procesie o fatalnie zarządzany program dopłat do cen ryżu, opuściła kraj.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej