Pamiętacie ściany mchu pożerające smog czy czujniki jakości powietrza Airly, które można zamontować we własnym domu? Zrobiło się o nich głośno, gdy wygrały poprzednie edycje Smogathonu – konkursu na najlepsze innowacyjne pomysły antysmogowe. W tym roku chętnych na rekordową nagrodę w wysokości 100 tys. dolarów jest o wiele więcej, bo konkurs nabrał międzynarodowego charakteru, dosłownie wkraczając do najbardziej zanieczyszczonych oraz najaktywniej walczących ze smogiem miast na świecie. Półfinały odbędą się w październiku w Warszawie, Londynie, Hongkongu (Chiny), Bangalore (Indie) i Berkeley (USA), a listopadowy wielki finał – w kolebce Smogathonu, którą jest Kraków.

– Do współpracy zaprosiliśmy ekspertów ze świata nauki i technologii, na których zależy nam najbardziej, a także przedstawicieli biznesu, administracji, NGO i inwestorów – wymienia Kamila Knap, współorganizatorka Smogathonu. Pomysłowość uczestników konkursu zaskakuje, a w stawce jest aż 120 zespołów z pięciu kontynentów. – Nic dziwnego, że środowiska technologiczne angażują się w walkę ze smogiem. W świadomości wielu ludzi innowacyjne technologie ograniczają się do aplikacji i smartfonów, tymczasem są narzędziem do rozwiązywania realnych problemów – podkreśla Maciej Ryś, pomysłodawca Smogathonu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej