W tym konkursie były dwie Kamile Lićwinko. Jedną znaliśmy już wcześniej. Z niepewnością w oczach, mimo udanego sezonu i trzeciego wyniku na listach startowych. Ta sama, która pojechała do Rio z marzeniem o medalu, a wróciła z dziewiątym miejscem. Ta sama, która nie awansowała w marcu do finału halowych mistrzostw Europy. Tu, w Londynie, strąciła...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.