Słojewski, jak informuje rodzina, zmarł w środę w nocy. W felietonach jako „Hamilton” wcielał się w zgryźliwego starca.

„Naród polski schodzi na psy. W Polsce liczba dzieci spada. Liczba psów rośnie. Pies jest wygodniejszy od dziecka. Można go zostawić w lesie. Można uśpić. Pies lepiej niż dziecko zaspokaja potrzeby uczuciowe człowieka. Żadne dziecko tak nie czeka na matkę jak pies na panią. Dziecko płacze? Nie każde. A pies? Ileż wycia” – pisał w jednym ze swoich tekstów z serii „Perswazje i wycinki” do „Polityki”, nr 2280.

Przez pewien czas Słojewski – absolwent polonistyki – był również nauczycielem, co wspominał w felietonie „Jak wyrzucili mnie za psa” („Polityka”, nr 2387):

„W roku szkolnym 1956/57 uczyłem, ale nie religii, tylko polskiego. Czytałem w klasie na głos i komentowałem ‘Psa Baskerville’ów’ Conan Doyle’a. Lekcje miały ogromne powodzenie. Uczniowie uciekali z innych klas do mnie. Szkoła pozbyła się mnie skwapliwie”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej