"Jak oni mogą być takimi nieszczęsnymi idiotami - zdarza nam się myśleć o naszych oponentach. - Gdyby tylko trochę pomyśleli, nie pletliby takich bzdur. Dlaczego nie używają rozumu?"

Używają. Podobnie jak my. I właśnie dlatego nie zgadzają się z nami.

Co więcej, najnowsze badania pokazują, że im lepiej i sprawniej używamy rozumu, tym częściej i mocniej okopujemy się na swoich wyjściowych pozycjach, które zależą od orientacji politycznej i przekonań. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku -  ich i nas, lewicy i prawicy, liberałów i konserwatystów.

>>My i nasi oni - jacy jesteśmy?

Bazując na tych samych faktach, dochodzimy do całkiem innych wniosków. Zamiast używać rozumu po to, by dotrzeć do bezstronnej prawdy, używamy go w tym celu, aby zgodzić się z grupą czy poglądami, z którymi się identyfikujemy.

Psychologowie nazywają to efektem potwierdzenia - preferujemy te informacje, które potwierdzają nasze poglądy. A jeśli natrafimy na fakty, które im zaprzeczają? Tym gorzej dla faktów. Gotowi jesteśmy zlekceważyć najsolidniejsze dowody, by chronić swoje zapatrywania - zarówno wierzenia religijne, poglądy polityczne, jak i proste osobiste przekonania, np. że używamy najlepszej przeglądarki internetowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej