Tomasz (imię zmienione) pracował w ministerstwie w recepcji od 2010 do 2014 roku. Przez cały ten czas był zatrudniony na umowie-zleceniu. W 2016 roku sąd pracy orzekł, że wykonywał pracę etatową – w stałych godzinach i miejscu. Resort kultury zapłacił za Tomasza zaległe składki ZUS, po czym zwrócił się do niego o zwrot 11 tys. zł. Sprawa trafiła właśnie na ścieżkę sądową.

Skąd wzięło się żądanie resortu? Na umowie o pracę składki na ubezpieczenie społeczne po połowie płacą pracodawca i pracownik, przy czym to pracodawca jest ich płatnikiem. Jeśli pracownik...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.