Ilona Godlewska: Nie ma pan dość wody?

Romuald Koperski*: Woda mi jest bliska, więc nie mam wstrętu. Powiem pani więcej, jak już trafiłem po 77 dniach na Atlantyku na Karaiby, to ciągnęło mnie na plażę. Zastanawiam się teraz, czy nie wybrać się na Pacyfik, ale na miesiąc-dwa, bo szkoda mi na dłuższą podróż czasu.

Trzy lata temu chciał pan przepłynąć Ocean Spokojny łódką wiosłową. Nie udało się. Ale jednak powrócił pan na ocean, tyle że Atlantyk.

– W 2011 r. pomyślałem, że chciałbym się zmierzyć z czymś niezwykłym. Wyruszyłem na Ocean Spokojny, byłem tam 16 dni. Niestety, wyż na Pacyfiku uniemożliwił mi dopłynięcie do wybrzeża Ameryki. Potem łódka poszła w chwilowe zapomnienie. Najpierw stała gdzieś pod wiatą, trafiła do jednego z moich przyjaciół, aż w końcu stanęła pod jedną z knajpek, jako taka atrakcja. I tak sobie stała, aż do momentu, kiedy na jednym ze spotkań mój kolega Andrzej Lubiak rzucił: może chociaż ten Atlantyk zrobisz? Powiedziałem o tym żonie. Entuzjazmu nie było... Ale we mnie ta myśl zaczęła kiełkować. Wypłynąłem w listopadzie z Wysp Kanaryjskich. Kiedy ruszyłem, nie było już drogi powrotnej. Nie mogłem przecież popłynąć pod wiatr. A nie było łatwo – na 77 dni rejsu przez 40 miałem sztorm i to nie były jakieś tam metrowe fale. Szybko stałem się w tym temacie specjalistą. Po kilku dniach już widziałem, która fala mnie uderzy, która wykręci mi stery. Przy każdym wschodzie i każdym zachodzie różnice ciśnień wywoływały sztorm. Płynąłem na 6-metrowej łódce. Ktoś powie: super. Ale wystarczy pójść do wesołego miasteczka i wsiąść do bujanej klatki. To jest fajne przez kilka minut. A mną na tym oceanie bujało przez dzień i noc przez 77 dni. No i podstawowe czynności stają się problemem. No bo jak ukroić sobie chleb, żeby się nie zaciąć? Albo zaparzyć herbatę, nie parząc się przy tym? Przesiąkłem solą morską, przez to zrobiły mi się bolące rany. Sól nie pozwalała się im goić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej