Z materiałów IPN, do których dotarł „Fakt”, wynika, że od 23 października 1969 r. Krasulski był żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego. Odbył służbę zasadniczą, awansował na kaprala, latem 1970 r. został żołnierzem zawodowym. W ciągu sześciu lat służby w 1. Warszawskim Pułku Czołgów w Elblągu doszedł do stopnia plutonowego.

Z wojska odszedł – pisze gazeta – w niejasnych okolicznościach w 1976 r., zdegradowany do szeregowca. On nie chce o tym mówić.

W grudniu 1970 r. żołnierze z jego jednostki pacyfikowali protestujących robotników z Wybrzeża. Krasulski twierdzi w „Fakcie”, że „odmówił wyjazdu, został w koszarach”.

Dyrektor warszawskiego oddziału IPN prof. Jerzy Eisler, badacz m.in. historii Grudnia ’70, mówi tej samej gazecie, że „niemożliwe jest, żeby niscy stopniem wojskowi mogli odmówić przełożonym i nie ponieść konsekwencji”. Wczoraj rzecznik IPN Andrzej Arseniuk stwierdził, że to wypowiedź wyrwana z kontekstu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej