Tylko w ubiegłym roku przybyło do Niemiec ponad milion osób ubiegających się o azyl. Według Komisji Europejskiej najwyżej 40 proc. spełnia kryteria, które pozwalają na otrzymanie tego statusu. Niemieckie urzędy wydają co prawda masowo decyzje deportacyjne, ale i tak są krytykowane przez polityków, że czynią to zbyt wolno.

Koronnym przykładem była sprawa Tunezyjczyka Anisa Amriego, zamachowca z Berlina, który na jarmarku bożonarodzeniowym zabił 12 osób. Już dawno miał być deportowany, ale z powodu przewlekłych procedur wciąż pozostawał w kraju i swobodnie przemieszczał się po Europie.

Ministerstwo spraw wewnętrznych chce teraz zmienić przepisy i umieścić w przejściowych aresztach tych imigrantów, wobec których zapadła decyzja o deportacji. Ale dla tych, którzy wiedzą, że nie mają szans na azyl, i zdecydują się sami wyjechać z kraju, będzie marchewka – jednorazowy zasiłek, dzięki któremu dostaną pieniądze nie tylko na podróż i utrzymanie, ale też na rozwinięcie w ojczyźnie działalności gospodarczej
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej