Do próby domniemanego zamachu doszło przed miesiącem. Na życie Milo Djukanovicia, premiera Czarnogóry, tuż przed październikowymi wyborami mieli dybać nieznani zamachowcy, którzy zbiegli do Serbii.

Później okazało się, że celem miał być również Aleksandar Vucić, premier Serbii. W pobliżu jego domu serbska policja znalazła mały arsenał – granaty, wyrzutnię rakietową, karabiny snajperskie oraz inną broń. Funkcjonariusze aresztowali kilkunastu Serbów. Z wizytą do Belgradu przyjechał Nikolaj Patruszew, szef rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, by uspokoić sytuację. Wkrótce po tym Serbia wydaliła dwóch Rosjan.

Czarnogórska prasa twierdzi, że obydwaj walczyli po stronie separatystów w ukraińskim Donbasie. W dniu wyborów parlamentarnych w połowie października chcieli wywołać antyrządowe protesty, a wynajęty przez nich snajper miał zastrzelić Djukanovicia. Ostatecznie jednak plan spalił na panewce, bo organizatorów zamachu wsypał handlarz broni z Kosowa.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej