– Nasze zwycięstwo jest nieuniknione. Nasi konkurenci powinni to zrozumieć – oświadczył Dodon po ogłoszeniu wstępnych wyników. Pod maską pewności siebie można było jednak dostrzec rozczarowanie, gdyż do końca zapowiadał, że zwycięży już w pierwszej turze.

41-letni lider Partii Socjalistów przekonał do siebie wyborców planem, który zakłada przystąpienie Mołdawii do sztandarowego projektu Władimira Putina – Unii Eurazjatyckiej. Prowadził antyeuropejską i antyliberalną kampanię wspieraną przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną – Dodona przyjął w Moskwie patriarcha Cyryl i udzielił mu błogosławieństwa.

Przeszkodą na drodze socjalisty do władzy okazała się 44-letnia była minister edukacji Maia Sandu, która stoi na czele opozycyjnej proeuropejskiej i antyoligarchicznej partii Działanie i Solidarność. Sandu zdobyła uznanie, walcząc z korupcją przy egzaminach wstępnych na uczelnie wyższe, wdrażając zachodnie modele nauczania oraz piętnując nadużycia rządu, którego była częścią. W trakcie kampanii zapowiadała walkę z korupcją oraz modernizację Mołdawii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej