Był 2 sierpnia. Basia z mężem i rodzicami zbierali w polu kartofle. – Maszyna zapchała się trawą. Tata próbował ją oczyścić. Chciałam mu pomóc i jak już kończyliśmy, odsunęłam głowę i w tym momencie wałek wciągnął włosy. Jak odskoczyłam, to już tylko krew zobaczyłam na sobie. To była taka adrenalina, że nic nie czułam, żadnego bólu. Nawet przejrzałam się w lustrze – opowiada Basia.

26-letniej dziewczynie maszyna zerwała skalp: skórę z czoła, nosa, brwi, uszu, okolicy ciemieniowej, skroni i potylicy. Rozerwała mięśnie. Potrzebna była replantacja, czyli przyszycie oderwanych tkanek z powrotem. W tej dziedzinie specjalistami są chirurdzy z Trzebnicy i Wrocławia. Ale oni przyszywają oderwane kończyny. Twarz to co innego. Stąd pomysł, by Basię przewieźć do Centrum Onkologii w Gliwicach. Tu zespół prof. Adama Maciejewskiego przeprowadził już setki rekonstrukcji twarzy i dwa przeszczepy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej