Chodziło o czterech śledczych związanych z poprzednim śledztwem smoleńskim: płk. Waldemara Praszczyka, płk. Zbigniewa Rzepę, płk. Janusza Wójcika i mjr. Marcina Maksjana. Przed wyborami z 2015 r. Antoni Macierewicz wielokrotnie donosił na nich do prokuratury – bez efektu. Już jako szef MON wydał w 2016 r. rozkaz o przeniesieniu ich do służby wojskowej w odległych od Warszawy jednostkach: w Hrubieszowie, Świętoszowie, Lidzbarku Warmińskim i Złocieńcu.

Niespodziewanie Macierewiczowi postawił się wtedy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. I zdecydował się przenieść ich do cywilnych prokuratur, ale w miejscu, gdzie mieszkali. Praszczyk trafił do prokuratury w Poznaniu, zaś Rzepa i Maksjan – do jednej z prokuratur rejonowych w Warszawie. Wójcik jako jedyny zachował wysokie stanowisko – został członkiem Departamentu ds. Wojskowych Prokuratury Krajowej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej