Agnieszka Kublik: 21 września 2015 r., czyli na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi, Wacław Berczyński wysyła e-maila do kolegów z utworzonego przez PiS zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej: „Zagłębianie się w coraz więcej i więcej szczegółów może doprowadzić do utraty ogólnego, większego oglądu. Mamy wystarczający dowód, że to była eksplozja”.

Dr Maciej Lasek: Czyli praca powołanej po wyborach podkomisji smoleńskiej w MON Antoniego Macierewicza miała polegać na szukaniu dowodów na to, o czym jej członkowie byli przekonani, zanim powstała. A przecież Berczyński na swojej pierwszej konferencji prasowej w roli szefa podkomisji twierdził, że celem jest wznowienie badań, gruntowne przebadanie jeszcze raz katastrofy, że podkomisja startuje z czystym kontem, żadnej teorii czy hipotezy nie pominie, bo nie przesądza, co było przyczyną tej katastrofy. W kontekście przytoczonego e-maila to wszystko było kłamstwem.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej